Pokolenie specjalnego przeznaczenia cz. I

Drukuj

Napisanie tego tekstu wydawało mi się banalne i demagogiczne - pewnie w oczach wielu taki będzie jego odbiór. Jednak są rzeczy, które niby oczywiste a muszą jeszcze zostać uświadomione. Konieczność wyartykułowania tego co zaraz napiszę dotarła do mnie w czasie debaty otwarcia Europejskiego Forum Nowych Idei „Europa wobec rosnących nierówności społecznych, radykalizmów i zagrożeń geopolitycznych”, która w moim odbiorze stała się debatą pokoleń. O czym mówię? Mówię o konieczności pokoleniowej zmiany tak w polityce krajowej jak i europejskiej. Zmiany, która utrzyma w Europie jedność a Polsce pozwoli utrzymać ciągły wzrost.

Nie chodzi tu o banalną zmianę, która jak slogan regularnie jest powtarzana przez liderów różnych obozów, chociażby w trakcie kampanii wyborczych przy kolejnych wyborach. Bezsensowne odmładzanie początkowych miejsc na listach, wypełnianych dwudziestoparolatkami czy zdjęcia na tle młodych działaczy ubranych w barwy kampanii. Chodzi tu o nowe pokolenie niosące na sztandarze nową odmianę kapitalizmu i liberalnej demokracji zmodernizowanych o wnioski jakie przyniósł nam kryzys ekonomiczny i jakie przynosi nam obecnie trwający kryzys emigracyjny. Pokolenie, które potrafi zwarzyć idee wolności z racjonalnym osądem otaczającej nas rzeczywistości. Chodzi o nas, o pokolenie trzydziestoparolatków. Wykształconych i wychowanych w wolnej Polsce. Wyposażonych  szacunek, ale pozbawionych sentymentów do zmian jakich dokonywaliśmy jako społeczność w ostatnich 25 latach. Uzbrojonych w wiedzę i zdolnych do chłodnej oceny stanu Polski dnia dzisiejszego. Pokolenie, któremu adwersarze w debacie publicznej nie mogą wyrzucać: jesteście beneficjentami…

Dlaczego tak myślę, bo mam przekonanie, że twórcy obecnej rzeczywistości stracili już zdolność do oceny dokonanej zmiany i wyznaczania dalszych celów. Celów rozmytych, nie tak konkretnych jak przystąpienie do Unii Europejskiej czy wcześniej NATO. Nie jest to wcale nic negatywnego jedynie mechanizm psychologiczny, pewnie za kilkanaście, kilkadziesiąt lat, ktoś napisze tak o mnie i moim pokoleniu. Kiedy jesteśmy twórcami i świadkami dużej zmiany – budowania z gospodarki centralnie planowanej wolnego rynku, ze społeczeństwa pogrążonego w braku inicjatywy społeczeństwa obywatelskiego, skala zmiany jest tak duża, że siedzimy i patrzymy na tę zamianę słusznie z niej dumni. Niestety, czas biegnie dalej pojawiają się nowe wyzwania, kryzysy i nie można wciąż patrzeć zadowolonym na dokonane zmiany, nawet jeżeli to zadowolenie jest słuszne i uprawnione.

Twórcom obecnej rzeczywistości też trudno zrozumieć żądania postępu młodego pokolenia, bo przecież postęp był ogromny, więc o co oni mają pretensję? Zadają pytanie „dlaczego jest tak źle, jeżeli jest tak dobrze”. Z odpowiedzią przychodzi Leszek Jażdżewski już na początku swojej wypowiedzi w debacie otwarcia. Parafrazując jego słowa: pokolenie to jest wściekłe, bo to ono będzie spłacało powstały dług, dług którego nie uważa za swój. Game is over musimy wyciągnąć wnioski by obronić liberalną demokrację i kapitalizm.

W tym miejscu wkracza pokolenie „specjalnego przeznaczenia”. To nasze pokolenie po 25 latach stoi przed szansą dokonania kolejnego przełomu. Wyjścia są dwa. Prześpimy tę szansę a wtedy do głosu dojdzie coraz bardziej radykalizująca się skrajnie prawa strona biorąca na sztandar interes narodowy bądź skrajnie lewa z ideami marksizmu. To stwierdzenie dotyczy już całej Europy nie tylko Polski. Skupię się jednak na Polsce.

Drugie wyjście to pokolenie „specjalnego przeznaczenia” w natarciu. Budujące poczucia podmiotowości w przeciętnym Kowalskim, poprzez nieustanne dopuszczanie go do procesu decyzyjnego. Wpływające na sposób redystrybuowania dóbr uwzględniając możliwość istnienia słabszych jednostek w kapitalistycznym ładzie. Pokolenie nie tylko dostrzegające, że wzrostu gospodarczego Polski nie możemy wiecznie budować w oparciu o fakt, iż jesteśmy „biedniejszym bratem”, ale gotowe zaryzykować i przestawić główną determinantę wzrostu z taniej siły roboczej na mityczną innowacyjność. Przekonane, że poczucie zadowolenia z jakości państwa przeciętnego obywatela przejawia się w zadowolenia z jakości jego usług publicznych.

Dlaczego akurat te zadania uważam, za klucz do sukcesu pokolenia „specjalnego przeznaczenia”? Już wyjaśniam.

Koniec z wzrostem opartym na taniej sile roboczej.

Ktoś zapytał mnie kiedyś czy uważam, że korzystnym w dłuższej perspektywie może być opieranie swojej atrakcyjności o byciu biednym. Nie trzeba się nad tym zastanawiać, odpowiedź jest prosta: nie. Dlaczego? Być może stojąc na ulicy otrzymamy jałmużnę, co nie kosztuje wiele wysiłku. Jałmużna ta jednak nie pozwoli na rozwijanie własnych walorów. Podobnie jest z Polską i jej fundamentem wzrostu gospodarczego. Wzrostem dotąd zasługującym na pochwałę i podziw, bo przecież jako jedyni zachowaliśmy nieustanny wzrost nawet w okresie kryzysu ekonomicznego. Jednak w moim przekonaniu nadchodzi kres tego motoru i jeżeli nie zmienimy podstaw wzrostu czeka nas wcześniej czy później recesja.

W dniu dzisiejszym w Polsce nakłady przedsiębiorstw na badania i rozwój nie imponują, tak na tle liderów jak i średniej europejskiej i według Eurostatu w 2013 wynosiły one 0,4% PKB przy 1,3% PKB dla krajów Unii Europejskiej. Szczególnie niepokojący jest procentowo duży udział w tych nakładach sektora publicznego w stosunku do udziału sektora przedsiębiorstw prywatnych. Dlaczego jest to niepokojąca relacja? Sektor prywatny angażując środki w badania i rozwój dąży do osiągniecia z nich jak największej stopy zwrotu przez późniejszą komercjalizację rezultatu badań. Natomiast instytucje publiczne w dużej mierze nie upowszechniają rezultatu badań w gospodarce przez ich komercjalizację. Powodowane jest to niskim poziomem współpracy na linii uczelnie/instytuty naukowe a biznes. Dlaczego w dużej mierze winna jest kultura organizacyjna uczelni i niski poziom powiązań tych dwóch sektorów, w tym przez przepływ kapitału ludzkiego. Według GUS w 2013 tylko 6% pracowników naukowych uczelni w przeliczeniu na pełen etat pracowało w B+R przy średniej dla Unii Europejskiej 12,5%.

By pokolenie „specjalnego przeznaczenia” ruszyło ze wzrostem opartym na innowacyjności musi spowodować duże zaangażowanie sektora prywatnego w badania i rozwój. By to uczynić należy wskazać biznesowi bezpośrednie korzyści i zminimalizować koszty jakie ponosi podejmując ryzyko innowacyjności. Państwo powinno w tym miejscu przejąć część obciążenia np. poprzez ułatwienie odliczeń od podatku kosztów poniesionych na badania i rozwój. Jednocześnie sektor publiczny musi zaakceptować ryzyko jakie płynie z inwestowania w innowacyjne przedsięwzięcia. Państwo przeznaczając środki na innowacje musi liczyć się z faktem, iż duży ich procent może zwyczajnie w świecie okazać się niepowodzeniem. Programy grantowe na przedsięwzięcia innowacyjne muszą brać pod uwagę, że proces komercjalizacji może nie przynieść oczekiwanego rezultatu. Mam w tym miejscu wrażenie, że takie oczywiste stwierdzenia są nie do zaakceptowania przez instytucje publiczne dystrybuujące chociażby środki unijne, ponieważ, istnieje ryzyko, iż mogą one być polem do potencjalnych nadużyć. Należy zadać sobie pytanie: czy chcemy dołączyć do grona społeczeństw czerpiących swoje bogactwo z nowoczesnych technologii i myśli? Jeżeli odpowiedź brzmi „tak”, musimy wiedzieć, że nie będzie to możliwe bez porzucenia strachu przed pojedynczymi porażkami.

Rozwarstwienie: czy ono naprawdę istnieje?

Kolejne zadanie dla pokolenia „specjalnego przeznaczenia” to zmniejszenie poczucia rozwarstwienia społecznego w Polsce. Jeżeli popatrzymy na wskaźniki Polska nie jest krajem rozwarstwienia społecznego. Wskaźnik Giniego dla Polski w 2014 r. wynosił 30,7% przy średniej 30,5% dla krajów Unii Europejskiej. Patrząc na ten wskaźnik zaobserwowane nastroje społeczne są zupełnie niezasadne. Jednak należy dodatkowo zwrócić uwagę na siłę nabywczą przeciętnego Polaka w porównaniu z średnią Unii Europejskiej. Przeciętny Polak posiada obecnie 47% siły nabywczej statystycznego mieszkańca Unii Europejskiej. W moim przekonaniu to właśnie ten wskaźnik jest odpowiedzialny za poczucie ogółu, że polskie społeczeństwo jest znacząco rozwarstwione.

Tłumacząc mechanizm: najmniej zamożni Polacy znacznie bardziej odczuwają brak środków na utrzymanie w ciągu jednego miesiąca niżeli najuboższy przeciętny Europejczyk. Dodatkowo znacząca kultura własności przy braku zinstytucjonalizowanego wynajmu mieszkań powoduje, że najmniej zamożni oraz średnio usytuowani Polacy czują się pozbawieni możliwości posiadania swojego konta. Co potęguje poczucie znaczących różnic społecznych. To poczucie jest głównym motorem obecnej chęci zmiany kroczącej w bardziej narodowe, podszyte troską o najuboższych rządy.

Byśmy zminimalizowali to poczucie konieczne jest zadbanie o psychiczne  bezpieczeństwo w kwestiach mieszkaniowych. Można to osiągnąć koncentrując się na zwiększeniu udziału zinstytucjonalizowanego wynajmu mieszkań w rynku oraz stworzenia regulacji, które poprawiłyby jakoś kulturę wynajmu przez osoby prywatne. Rozwiązania idące w tym kierunku nie tylko pozwolą zadbać o psychologiczne poczucie bezpieczeństwa, a także znacząco zwiększyłoby mobilność ekonomiczną Polaków wspierając przeorientowanie determinanty wzrostu gospodarczego. Duży pęd w kierunku własności powoduje, iż przeciętny Polak większość swoich aktywów przeznacza na  spłatę zobowiązań zwianych z potrzebami mieszkaniowymi co znacząco ogranicza jego siłę nabywczą oraz mobilność zwłaszcza w okresie rozwoju zawodowego. W krajach, które uważamy za wzór, udział rynku wynajmu pośród wszystkich dostępnych mieszkań jest powyżej 40%, a w Niemczech czy Austrii to blisko 50% zaś w Polsce niespełna 20%.

W dyskusji o wzroście opartym o innowacyjność nie dostrzega się jednej korzyści. Korzyści, która może przekonałaby władzę do podjęcia ryzyka. Społeczeństwo, które produkcję swoich bogactw opiera o nowoczesne technologie zmniejsza w swojej strukturze różnice społeczne przy jednoczesnym znacznym wzroście płac. Oczywiście jako zarzut tej tezie można postawić sytuację wysoko rozwiniętych krajów Unii Europejskiej, gdzie w ostatnich latach wskaźnik Giniego rośnie a nie spada. Jednak należy pamiętać, że dalsze opieranie wzrostu o tanią siłę roboczą będzie pogłębiał rozwarstwienie wzorem relacji feudalnych.

Wzrost jakości usług publicznych.

Idąc dalej, obywatele oceniają państwo przez jakość usług jakie otrzymują od niego. Polska wydaje ok. 43% PKB na usługi publiczne co nie jest wielkością stawiającą nas w złej czy dobrej pozycji, bowiem znajdujemy się po środku. Usługi podzieliłbym na dwie grupy pod względem odbiorców: usługi adresowane osobom indywidualnym oraz usługi adresowane przedsiębiorcom. Te dwie grupy odbiorców będą miały obszary wspólne oraz obszary odrębne. Skupię się tyko na jednym obszarze wspólnym dla tych grup, będących mianowicie w systemie sądownictwa. Ważnym o tyle, że kondycja sądownictwa wpływa na nasze zaufanie do prawa i jego procedur co w konsekwencji odzwierciedla się na naszym zaufaniu do samego Państwa.

W wymiarze sprawiedliwości głównym czynnikiem wpływającym na jego ocenę jest czas trwania postępowań, który w Polsce nie wypada dobrze. Według raportu „Doing Business 2015” średni czas od momentu wpłynięcia pozwu do momentu wypłacania odszkodowania to 685 dni. Dla porównania w kr1ajach OECD to 539 dni. Pozytywnie zaś wypadamy w kwestii kosztów postępowania, gdzie Polska jest poniżej średniej dla OECD z wynikiem 19% kosztów. Jednak w tym miejscu nie należy zapominać, że dłuższy czas postępowań wpływa na wyższy koszt reprezentacji przez pełnomocników.

Przez wiele lat mówiono o niedoborach kadrowych i niedofinansowaniu w wymiarze sprawiedliwości. Jednak według Komisji Europejskiej Polska posiada większą ilość sędziów, bo 26 na 1 tyś. mieszkańców przy średniej 21 sędziów, zaś w sferze nakładów na wymiar sprawiedliwości wydajemy o 0,2% PKB więcej niżeli średnia dla krajów starej Unii Europejskiej. Dlaczego więc nasza efektywność jest mniejsza? Związane jest to m.in. z większą ilością procedur, koniecznych do zrealizowania celem uzyskania odszkodowania niżeli w średniej dla OECD. W tym miejscu warto podkreślić, że nie surowość kary a jej nieuchronność jest najważniejsza. W sytuacji kiedy wiadomo, że sprawy ciągną się w nieskończoność, a wcześniej wspomniane odszkodowanie przyjdzie nam płacić w bliżej nieokreślonym czasie, warto dążyć do przeniesienia sporu na drogę sądową niżeli rozwiązywać je polubownie chociażby w drodze mediacji. W kwestii postępowań przed sądami gospodarczymi sytuacja ta jest szczególnie ważna, ponieważ może spowodować, że szybka egzekucja pozwoli kontynuować działalność i zachować wszystkie wartości dodatnie z niej płynące dla społeczeństwa.

Na przykładzie wymiaru sprawiedliwości widzimy, że zasadniczym wyzwaniem dla pokolenia „specjalnego przeznaczenia” w kwestii zwiększenia jakości usług publicznych jest m.in. nastawienie na klienta i poprawa efektywności procedur.  W rezultacie chodzi o to byśmy po odejściu od okienka jakiegokolwiek urzędu mieli podobne poczucie jak po wyjściu np. z Banku.

Poczucie podmiotowości jednostek.

Jestem głęboko przekonany, że nie jesteśmy w stanie cieszyć się jakością Państwa jeżeli nie mamy poczucia, że możemy na jego decyzje wpływać. Od dziecka moi rodzice włączali mnie w decyzje podejmowane w domu. Uczestniczyłem w dyskusjach o wyborze wieczornego filmu, planowaniu weekendu czy zakupach sprzętów domowych. Czym to zaowocowało? Czułem się współodpowiedzialny za naszą przestrzeń i każdego z nas. W dłuższej perspektywie zaś spowodowało to, że jestem osobą, która poczuwa się do odpowiedzialności za otaczającą ją rzeczywistość. Identyczne zależności istnieją w relacji Państwo –  konkretna społeczność tak na szczeblu krajowym jak i samorządowym.

W ostatnich latach z jednej strony mamy wzrost zainteresowania samorządów takimi narzędziami jak budżety partycypacyjne z drugiej zaś strony na szczeblu krajowym byliśmy świadkami odrzucania inicjatyw referendalnych czy ustawodawczych już na etapie wejścia pod obrady. Ten drugi przykład z góry musimy uznać za naganny, zresztą działanie to w mojej ocenie było jednym z przyczynek do wyniku wyborczego Platformy Obywatelskiej. Tak czy inaczej należy zrozumieć, że zabija to inicjatywę i poczucie podmiotowości jednostki. Dlatego pierwszym wnioskiem dla pokolenia „specjalnego przeznaczenia” powinna być konieczność stworzenia spójnego przekazu na linii władza – jednostka, który mówi: my nie wiemy lepiej, nawet jeżeli się nie zgadzamy.

Patrząc pod tym kątem na władze samorządową w Polsce mamy jej dwa rodzaje: te które sięgają po narzędzia współdecydowania w postaci m.in. budżetów partycypacyjnych i te, które wiedzą lepiej.

O ironio dla wielu z grona tych drugich JOW w wyborach do rad gmin stało się alibi przeciwko włączaniu w proces decyzyjny mieszkańców. To znaczy: uznano wybranych przedstawicieli za wystarczająco blisko związanych i znających problemy mieszkańców, że nie jest już koniecznym wprowadzaniem mieszkańców we współdecydowanie o jakiejś części budżetu poprzez budżety partycypacyjne. Radni jako przedstawiciele mogą sami wprowadzać w drodze swojej pracy przedsięwzięcia niezbędne dla danych społeczności. Jest to pogląd słuszny jedynie w tej części, w której mówi, iż przedstawiciele są w bliższej relacji ze swoją społecznością.  Ogranicza on jednak decyzyjność mieszkańca do jednego wyboru w trakcie 4 lat. Co w rezultacie zwalania go z współodpowiedzialności za społeczność i widzi tą odpowiedzialność jedynie po stronie swojego reprezentanta. Taka kolektywistyczna demokracja nie może być motorem rozwoju. Liderzy pokolenia „specjalnego przeznaczenia” powinni odrzucić strach przed tworzącymi się liderami lokalnych społeczności w wyniku dopuszczenia społeczności na rzecz przekonania, że dane poczucie podmiotowości i współodpowiedzialności członkom społeczności przede wszystkim ich umocni.

PODSUMOWANIE

Przerwałem pisanie tego tekstu w tym miejscu dokładnie 19 października, po czym poszedł do szuflady. Podsumowanie piszę po prawie dwóch miesiącach i wiem już, że 25 października wybory wygrało Prawo i Sprawiedliwość, uzyskując samodzielną większość i realizując swój mandat bez pohamowania i poszanowania Państwa Prawa i obyczajów. Czy realizuje się już pierwsze wyjście wspomniane na początku tekstu? Zupełnie nie! Myślę, że wręcz odwrotnie. Dostaliśmy paliwo, a stan zagrożenia wartości musi sprawić, że przejdziemy do realnego działania. Pokolenie „specjalnego przeznaczenia” może zostać tak nazwane tylko dlatego, że obecna władza posługuje się zupełnie innym modelem demokracji. Niestety taki rodzaj demokracji będzie utrwalać różnice społeczne i feudalne, w zależności co nie pozwoli nam ruszyć się z miejsca. My możemy to zmienić. Tylko nasza mobilizacja przy odrobieniu lekcji w obszarach, które przytoczyłem w tekście może pozwolić na nową jakość (obszar edukacji pominąłem celowo, bowiem jest to temat na szerszą analizę).  Pokolenie „specjalnego przeznaczenia” w obecnej sytuacji jest naszą szansą a nie przegraną!

To jest pierwszy wpis z cyklu „Pokolenie specjalnego przeznaczenia”. W kolejnych postaram się rozwinąć zdania, rolę i przyszłość pokolenia.